Praca diagnosty bywa podobna do pracy detektywa

Wywiad z dr Justyną Chlebowską-Tuz ze specjalistycznego laboratorium sieci Diagnostyka w warszawskim szpitalu onkologicznym

 

 

Czy może Pani przybliżyć naszym Czytelnikom, czym zajmowała się Pani od ukończenia studiów?

Studia skończyłam w 2009 roku. Studiowałam w Warszawie i jeszcze w czasie nauki podjęłam pracę w małym prywatnym laboratorium – trochę w charakterze sekretarki medycznej. Potem pracowałam w tym samym miejscu już jako diagnosta laboratoryjny z uprawnieniami. Tam nauczyłam się wszystkiego, co najważniejsze w moim zawodzie, i jestem bardzo wdzięczna osobom, z którymi pracowałam w tamtym miejscu.

Jednocześnie bardzo ciągnęło mnie do pracy naukowej. W trakcie robienia pracy licencjackiej, a potem magisterskiej trafiłam do wspaniałego zespołu – do Zakładu Immunologii Centrum Biostruktury (WUM). Zaraziłam się pasją do nauki i bardzo zależało mi, by dalej się rozwijać. Podeszłam do tego w sposób szalenie ambitny, przez 3 lata próbując jednocześnie pracować zarobkowo i robić doktorat z tzw. wolnej stopy, tzn. nie będąc zatrudniona w grancie ani nie będąc słuchaczem studiów doktoranckich, tylko po prostu w ramach wolontariatu po pracy. Na całe szczęście po 3 latach prób robienia doktoratu w taki sposób zdecydowałam się na zatrudnienie z grantu i na studia doktoranckie. Zaangażowałam się w pracę naukową w 100%.

W moim projekcie doktorskim zajmowałam się badaniem wpływu inhibitora układu tioredoksyna-reduktaza tioredoksyny na różnicowanie komórek ostrej białaczki szpikowej. Inhibitor ten wywołuje stres siateczki śródplazmatycznej w komórkach, co skutkuje różnicowaniem blastów białaczki do dojrzałych komórek. Zajmowałam się więc działaniem różnicującym i przeciwbiałaczkowym nowo opracowanego inhibitora tego układu. Jednocześnie byłam zaangażowana w bardzo wiele projektów realizowanych w Zakładzie Immunologii i w ośrodkach współpracujących, m.in. w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN, w Instytucie Biochemii i Biofizyki PAN. To był bardzo intensywny czas. Ciężko pracowałam i zaowocowało to wieloma publikacjami naukowymi o wysokim IF (ang. impact factor).

W trakcie studiów doktoranckich rozpoczęłam także szkolenie specjalizacyjne z zakresu laboratoryjnej diagnostyki medycznej i uczestniczyłam w kursach oraz stażach. Obroniłam pracę doktorską w Centrum Biostruktury w 2015 roku i rok później udało mi się zdać egzamin specjalizacyjny. W Zakładzie Immunologii podjęłam pracę jako postdoc, czyli zaczęłam staż podoktorski i zajmowałam się projektem, w ramach którego badaliśmy rolę arginazy w rozwoju nowotworów – sprawdzaliśmy w nim wpływ inhibitorów aktywności enzymatycznej arginazy na proliferację limfocytów T rozpoznających komórki nowotworowe w modelach in vitro oraz w modelach zwierzęcych. Większość badań była prowadzona na modelach zwierzęcych. To był mój pierwszy tak duży projekt in vivo i niestety okazało się, że mam zbyt dużą empatię dla zwierząt, przez co nie mogłam kontynuować badań naukowych. Poczułam, że jest to dla mnie czas na zmiany i wróciłam do zawodu wyuczonego, czyli do diagnostyki laboratoryjnej.

Podjęłam pracę w jednym z laboratoriów sieci Diagnostyka, w szpitalu onkologicznym grupy LUX MED, gdzie byłam odpowiedzialna za opracowanie i wdrożenie diagnostyki metodami cytometrii przepływowej u pacjentów hematoonkologicznych. Miałam ogromną przyjemność stworzyć taką pracownię w zasadzie od podstaw. Było to dla mnie wyzwanie, ale też i wielka przyjemność. Praca z materiałem od pacjentów, współpraca z klinicystami okazały się dla mnie czymś niebywale cennym i mobilizującym do pogłębiania swojej wiedzy. Jako opiekun Pracowni Elektroforezy Białek jestem także odpowiedzialna za wykonywanie immunofiksacji, proteinogramów.

 

 

Czy wielu absolwentów analityki medycznej decyduje się na otwarcie przewodu doktorskiego i ścieżkę naukową?

Szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy są dostępne jakieś oficjalne statystyki, jak dużo studentów analityki medycznej pragnie kontynuować przygodę na uczelni i podejmuje studia doktoranckie. Mogę tylko wypowiadać się na przykładzie mojego rocznika ze studiów i na podstawie moich znajomych. Na 30 absolwentów mojego roku mniej więcej 3 albo 4 podjęło studia doktoranckie. Wydaje mi się, że jako jedyna obroniłam pracę, więc nie jest to może najłatwiejsza ścieżka.

We wszystkie zawody medyczne jest wpisany obowiązek stałego podnoszenia kwalifikacji i wszyscy jesteśmy zobowiązani do ciągłego doskonalenia oraz zdobywania punktów edukacyjnych. Jednak wydaje mi się, że droga doktoratu i pozostanie na uczelni wymaga ogromnej determinacji i zaangażowania. Zazwyczaj praca naukowa nie jest pracą „od–do”. Wymagane jest poświęcenie i zaangażowanie nieco większe niż w pracy zawodowej.

Drogi Czytelniku tego wywiadu, jeśli myślisz o karierze naukowej, a jednocześnie lubisz zamykać etapy, odhaczać zadania, to zastanów się jednak dobrze, ponieważ mam wrażenie, że praca naukowa to takie never-ending story i powracanie do, wydawałoby się, zamkniętych rzeczy, reanaliza danych, powtarzanie eksperymentów. Osoby zaangażowane w pracę naukową muszą być odporne na frustrację. Nie twierdzę, że ta praca nie daje olbrzymiej satysfakcji. Są osoby, które realizują się jako dydaktycy, i ja sama do takich osób należę – a przecież pozostanie na uczelni często powiązane jest z prowadzeniem zajęć ze studentami. W Zakładzie żartowaliśmy, że nasze nastroje synchronizują się i zawsze ściśle korelują z tym, w jakim stadium aktualnie jest nasz projekt – czy zniżkowym, czy zwyżkowym – i zawsze wyczekiwaliśmy przełomów. Jeżeli więc wybraliście drogę kariery naukowej, to życzę Wam wspaniałych naukowych przełomów.

 

Czym różni się praca w specjalistycznym laboratorium diagnostycznym od pracy w laboratorium rutynowym?

Praca diagnosty bywa podobna do pracy detektywa – niezależnie od tego, czy pracuje on w rutynowym laboratorium diagnostycznym czy w specjalistycznym. Jedyna różnica to chyba czas, który można poświęcić na prowadzenie dochodzenia. Zwykle sprawy laboratorium rutynowego muszą zostać wyjaśnione bardzo szybko: Czy próbka nadaje się do analizy? Czy próbka została rozcieńczona? Czy badania odzwierciedlają stan kliniczny pacjenta? Natomiast w laboratorium specjalistycznym badania mogą dawać odpowiedź na najbardziej skomplikowane pytania, w tym to fundamentalne: Jaka jest diagnoza tego pacjenta? Tu można poświęcić trochę więcej czasu na poszukiwanie odpowiedzi, na analizę dostępnej literatury. Druga rzecz, która wydaje mi się ważna w laboratoriach specjalistycznych, to to, że ich personel czasami posługuje się metodami, które dopiero trzeba opracować i wdrożyć samodzielnie. To nie są gotowe zestawy i kity, tylko trzeba wykazać się pewną kreatywnością, pomysłowością we wdrażaniu takich metod.

 

W czasie pandemii była Pani bardzo zaangażowanym diagnostą laboratoryjnym. Jak wspomina Pani ten czas?

Początek pandemii wspominam jako czas, kiedy targały mną olbrzymie emocje. Wiedziałam, że mam kwalifikacje i umiejętności, które mogą się przydać w laboratoriach covidowych, ponieważ bardzo brakowało osób z PWZDL, które miały praktykę w wykorzystywaniu metod biologii molekularnej. Bardzo chciałam wspomóc te laboratoria swoim doświadczeniem. Jednocześnie widziałam, jak ciężko było zorganizować te pracownie, ponieważ brakowało specjalistycznego sprzętu.

W marcu 2020 roku byłam w kontakcie z panią profesor Urszulą Demkow, która jest kierownikiem Zakładu Diagnostyki Laboratoryjnej w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym im. Polikarpa Brudzińskiego, będącego częścią Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM, i postanowiłam pomóc. Nie przerywając pracy w laboratorium szpitala onkologicznego, zaangażowałam się w tworzenie laboratorium covidowego obsługującego 3 szpitale kliniczne WUM-u. To było bardzo obciążające doświadczenie. Z jednej strony czułam się bardzo potrzebna, ale z drugiej strony byłam obciążona i psychicznie, i fizycznie. Kiedy sytuacja w UCK WUM wydawała się być opanowana, wtedy moja firma, Diagnostyka, poprosiła mnie o pomoc merytoryczną i opiekę nad pracownią badań w kierunku wirusa SARS-CoV-2. Przez kolejne miesiące byłam zaangażowana w laboratoria covidowe, jednocześnie wykonując swoją pracę w szpitalu onkologicznym.

To był rok bardzo intensywnej pracy. Pod koniec byłam już niezwykle zmęczona i może to dobrze, że niewiele pamiętam z tego okresu – tylko emocje, które towarzyszyły mi na samym początku, czyli potrzebę podzielenia się swoim doświadczeniem i wsparcia tych laboratoriów wiedzą, którą zdobyłam w trakcie pracy naukowej. Jednocześnie mógł to być rewanż dla WUM, czyli instytucji, która mnie wykształciła i pozwoliła mi zdobyć te umiejętności na samym początku – teraz ja mogłam się jakoś jej odwdzięczyć.

 

Jak ocenia Pani rolę diagnostów laboratoryjnych w walce z pandemią?

To bardzo ważne pytanie. Nawet przygotowałam się, by odpowiadając na nie, podeprzeć się konkretnymi danymi liczbowymi. Jednym z największych wyzwań, jakie pandemia COVID-19 postawiła przed systemem ochrony zdrowia w Polsce, było zorganizowanie systemu testowania na obecność wirusa SARS-CoV-2. Szeroko zakrojone badania u osób z podejrzeniem zakażenia to sposób na ograniczenie transmisji i opanowanie epidemii. Na dzień 6 marca 2020 roku w Polsce było zarejestrowanych tylko 13 laboratoriów zdolnych do przeprowadzenia badania na obecność RNA wirusa w materiale wymazowym. To pokazuje, jak bardzo byliśmy w tamtym momencie nieprzygotowani na to, co się wydarzyło. Było to ogromne wyzwanie dla diagnostów laboratoryjnych, którzy szybko musieli się dokształcić i w pełnej gotowości stawić się do pracy w takiej rzeczywistości, z którą mierzyła się cała ochrona zdrowia, czyli rzeczywistości nie do końca jasnych oczekiwań pracodawców, bo wszyscy byliśmy zanurzeni w chaosie, niepokojąc się o zdrowie własne i swoich najbliższych. Wtedy nie mieliśmy pełnych danych na temat transmisji i zaraźliwości wirusa, więc w mojej ocenie diagności laboratoryjni stanęli naprawdę na wysokości zadania w tamtym czasie.

Ale nie można przemilczeć faktu, jak bardzo w Polsce diagnostyka laboratoryjna jest niedofinansowana, jak bardzo brakowało sprzętów do wykonywania badań metodami biologii molekularnej. Ta dostępność sprzętu oczywiście się poprawiła w kolejnych miesiącach pandemii. Niemniej jednak Polska, ze swoją skalą testowania, była wciąż daleko w tyle za krajami Europy Zachodniej i dlatego należy podkreślać, że diagnostyka laboratoryjna jest taką dziedziną medycyny, w którą trzeba i należy inwestować – zarówno w wysokiej jakości sprzęt, jak i w kształcenie i podnoszenie kwalifikacji diagnostów laboratoryjnych, którzy ten sprzęt obsługują.

 

Co jest najprzyjemniejsze w pracy diagnosty laboratoryjnego?

Myślę, że nie będę odosobniona w zdaniu, że najprzyjemniejsze w tej pracy jest to, gdy usłyszymy od klinicysty, a nawet od samego pacjenta, że nasze badania przyniosły odpowiedź na nurtujące go pytania: Dlaczego stan pacjenta jest taki, a nie inny? Czasami nasze badania przynoszą rozwiązanie naprawdę trudnej zagadki. Czasami przynoszą odpowiedzi, których nikt się nie spodziewa, które wskazują lekarzowi nowy kierunek. To jest bardzo satysfakcjonujące. Jest to satysfakcjonujące nawet w takich sytuacjach, jak u mnie, czyli w pracy w szpitalu onkologicznym. Wiadomo, że nie jest miło wypisywać wynik, który wiąże się z wykryciem choroby nowotworowej u pacjenta. Jednak podchodzę do tego w taki sposób, że ten wynik pomoże lekarzowi w podjęciu właściwych decyzji terapeutycznych. Bez tego wyniku nie byłoby dobrego leczenia, nie byłoby trafnych i podjętych w porę decyzji i pacjent chodziłby z nierozpoznaną i podstępną chorobą jeszcze długi czas.

 

Czego byśmy sobie zawodowo, jako diagności laboratoryjni, życzyli?

Czego życzę diagnostom laboratoryjnym z okazji ich święta? Odnalezienia satysfakcji z pracy, bo czasami w natłoku obowiązków może się ona zgubić – jest nas mało i jesteśmy przeciążeni, nie jesteśmy dobrze wynagradzani. Jednak pragnę, żebyśmy znajdowali w naszej pracy także motywacje pozafinansowe, żebyśmy czuli, że jesteśmy ważnymi elementami zespołów ochrony zdrowia i żebyśmy czuli wsparcie innych członków tych zespołów w naszej pracy codziennej. Żebyśmy byli doceniani zarówno przez lekarzy, jak i pielęgniarki.

 

Czy ma Pani jakieś rady dla studentów albo świeżo upieczonych absolwentów analityki medycznej?

Myślę, że dla każdej młodej osoby, dopiero zaczynającej swoje życie zawodowe, najważniejsze jest zdobywanie doświadczenia. Więc Drodzy Młodzi Diagności, po prostu starajcie się znajdować dodatkowe praktyki, już w trakcie studiów proponuję rozejrzeć się właśnie za nieobowiązkowymi stażami w laboratoriach, żeby Wasz start zawodowy był łatwiejszy. Im więcej zobaczycie i im więcej się dowiecie jeszcze przed rozpoczęciem pracy zawodowej, tym więcej punktów dla Was. Korzystajcie z doświadczenia starszych koleżanek i kolegów. To są chodzące skarbnice wiedzy. Korzystajcie z tego, czego oni się nauczyli i co, miejmy nadzieję, będą chcieli Wam przekazać i pokazać.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała: Małgorzata Nieżychowska

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.