Za każdym kodem kreskowym kryje się inna historia

Wywiad z dr n. med. Olgą Loską – specjalistą laboratoryjnej diagnostyki medycznej z dużego laboratorium w szpitalu klinicznym

 

Czy może Pani przybliżyć naszym Czytelnikom, czym zajmowała się Pani od ukończenia studiów?  

W moim przypadku droga do pracy w dużym laboratorium szpitala klinicznego była dość kręta. W swojej karierze miałam okazję pracować jako asystent na uczelni medycznej, pracownik w banku materiału biologicznego, w dużej korporacji działającej na rynku wyrobów do diagnostyki in vitro czy jako specjalista diagnostyki laboratoryjnej w start-upie tworzącym narzędzia do wstępnej diagnozy medycznej z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Mimo ogromnych różnic, jakie dzieliły poszczególne miejsca pracy, ich wspólnym mianownikiem było wykorzystanie wiedzy z zakresu medycyny laboratoryjnej. Takie doświadczenie pozwoliło mi nie tylko na poszerzenie wiedzy i perspektywy w dziedzinie diagnostyki laboratoryjnej, ale również poznanie specyfiki pracy w tak różnorodnych środowiskach, jak wielkie korporacje, uczelniana rzeczywistość czy później środowisko szpitalnych realiów. Dzisiaj te doświadczenia przydają mi się każdego dnia w rutynowej pracy.

 

Z jakimi problemami spotykają się na co dzień diagności w swojej pracy? Jak wygląda komunikacja z innymi medykami? Jak wygląda praca, gdy dochodzi do awarii sprzętu?

Praca diagnosty laboratoryjnego, oprócz ogromnej satysfakcji, niestety jest także pracą stresującą, często wymagającą umiejętności radzenia sobie z dużą presją.

Widoczny u wielu medyków brak świadomości specyfiki pracy diagnosty laboratoryjnego może prowadzić do niepotrzebnych napięć. Kto z nas nie miał telefonu z zapytaniem, czy nie można „podkręcić” wirówki, żeby wynik badania laboratoryjnego uzyskać szybciej? Albo dlaczego nie chcemy dorobić jonogramu z probówki pobranej na EDTA?

Awaria sprzętu, o której Pani wspomniała, to najczęściej apogeum nieszczęść, jakie mogą nas spotkać w pracy. Szczególnie jeśli przydarzy się w środku nocy czy w momencie największego napływu materiału biologicznego z punktów pobrań czy oddziałów.

Wtedy umiejętność działania pod presją czasu i postępowania zgodnie z obowiązującymi w laboratorium procedurami okazuje się na wagę złota. Należy również pamiętać, że każda tego typu awaria to kolejne doświadczenie wzbogacające nasze umiejętności.

 

Co jest najprzyjemniejsze w pracy diagnosty?

Świadomość realnej pomocy pacjentowi. Za każdym kodem kreskowym na probówce z materiałem biologicznym kryje się inna historia pacjenta. Czasami rutynowe badania zlecone przez lekarza POZ mogą okazać się tymi, dzięki którym udaje się uratować zdrowie i życie pacjenta, który np. przedawkował leki lub nie korzystał z regularnych badań profilaktycznych. W innych wypadkach toczymy dramatyczną walkę z czasem, by jak najszybciej wykonać badania zlecone u pacjenta w stanie nagłym. Ale zdarzają się również sytuacje, gdy dzięki dociekliwości, doświadczeniu i komunikacji z pacjentem, ale przede wszystkim lekarzem zlecającym badanie, udało się rozwiązać niejedną medyczną zagadkę, m.in. braku zgodności objawów klinicznych z wynikami badań laboratoryjnych. Pamiętam przypadki pacjentów, którzy w poszukiwaniu przyczyn uzyskanych patologicznych wyników badań laboratoryjnych przy braku typowych objawów trafiali do różnych specjalistów, a nawet na oddziały szpitalne. Jeszcze bardziej dramatyczne są sytuacje, kiedy uzyskane wyniki badań laboratoryjnych wydają się sprzeczne ze stanem klinicznym pacjenta, co utrudnia postawienie ostatecznej diagnozy i podjęcie decyzji terapeutycznej. W takich sytuacjach jedynie ścisła współpraca diagnosty, lekarza i pacjenta daje szansę na wyjaśnienie tych niezgodności, a wiedza diagnosty o możliwych interferencjach w wykorzystywanych w laboratorium metodach jest nie do przecenienia.

 

Co daje specjalizacja i dlaczego warto ją robić wcześniej niż później?

Dla mnie specjalizacja była kolejnym etapem edukacji i rozwoju zawodowego. Decydując się na konkretną specjalizację, świadomie ukierunkowałam swoją wiedzę, co pozwoliło mi jeszcze lepiej wykonywać moje obowiązki zawodowe. Nie można również pominąć związanej z tym gratyfikacji finansowej. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że specjalizacja to bardzo intensywny czas, pełen wyzwań organizacyjnych w codziennym życiu, by pogodzić pracę zawodową oraz życie prywatne z koniecznością odbywania kursów i staży kierunkowych. Dlatego rozpoczęcie specjalizacji powinno być indywidualną, przemyślaną decyzją każdego diagnosty.

 

Jak ocenia Pani płace diagnostów i możliwości dorobienia po godzinach?

Idealnie byłoby, gdyby praca diagnostów była na tyle dobrze płatna, żeby nikt z nas nie musiał szukać możliwości dorobienia po godzinach. Wydaje mi się jednak, że sytuacja finansowa i tak uległa zdecydowanej poprawie na przełomie ostatnich lat dzięki tzw. ustawie o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia. Jeśli chodzi o możliwości dodatkowego zarobku, to dodatkowe dyżury, nadgodziny lub zlecenia w innych laboratoriach wydają się dość częstą praktyką.

Należy również pamiętać, że praca diagnostów laboratoryjnych to nie tylko cztery ściany laboratorium diagnostycznego. Praca na uczelni, w jednostkach badawczych czy firmach działających na rynku wyrobów do diagnostyki in vitro to także możliwa ścieżka rozwoju zawodowego.

 

Czego byśmy sobie wszyscy, jako diagności, życzyli?

Z pewnością docenienia naszej pracy i zwiększenia rozpoznawalności naszej grupy zawodowej. Przed pandemią COVID-19 dla wielu osób niezwiązanych ze światem medycznym diagnosta laboratoryjny był zawodem nieznanym. Jako pracownikom zawodu zaufania publicznego powinno nam zależeć, by świadomość społeczna na temat roli diagnostów laboratoryjnych w systemie opieki zdrowotnej w Polsce była jak największa.

Rozwiązaniem wielu bolączek codziennej pracy diagnostów byłoby również nawiązanie ścisłej współpracy z innymi zawodami medycznymi. Wydaje mi się, że w tej kwestii wiele zależy od nas samych. Telefoniczne konsultacje wyników wątpliwych, sugestie dotyczące możliwości rozszerzenia diagnostyki lub zgłaszanie wartości krytycznych – to dobry sposób na nawiązanie kontaktu z lekarzami i pielęgniarkami. W naszej gestii może być również chęć prowadzenia dodatkowych szkoleń dla personelu medycznego, m.in. z zakresu fazy przedanalitycznej dla pielęgniarek czy ratowników medycznych, z którymi na co dzień współpracujemy w ramach punktów pobrań czy oddziałów szpitalnych, a także szkoleń doskonalących dla lekarzy na temat nowych markerów diagnostycznych wprowadzanych do laboratorium.

 

Czy warto coś zmienić w procesie kształcenia diagnostów?

Osobiście uważam, że w procesie kształcenia diagnostów laboratoryjnych powinno się kłaść większy nacisk na przełożenie wiedzy teoretycznej nabywanej w trakcie studiów na praktyczny aspekt naszej pracy, a także prezentować studentom analityki medycznej różne możliwości pracy zawodowej i różne ścieżki – mnogość specjalizacji i laboratoriów ukierunkowanych na konkretne działy medycyny laboratoryjnej. Wydaje mi się, że wielu studentów kierunku analityka medyczna/medycyna laboratoryjna nie zdaje sobie sprawy, że praca diagnosty laboratoryjnego to nie tylko wykonywanie badań morfologii, badania ogólnego moczu czy badania serologicznego i mikrobiologicznego. Im szerzej będziemy pokazywać perspektywy wykorzystania medycyny laboratoryjnej w wielu różnych działach medycyny, jak toksykologia, genetyka, medycyna sądowa, tym większa liczba młodych diagnostów może zdecydować się na rozpoczęcie pracy w zawodzie zamiast ucieczki do korporacji od razu po uzyskaniu dyplomu.

 

Co warto podpowiedzieć młodym diagnostom/studentom? Czy może szukanie wakacyjnych ciekawych praktyk już na studiach?

Uważam, że praktyki odbywane w trakcie studiów to czas, który może okazać się decydujący, jeśli chodzi o chęć dalszego kształcenia w celu zdobycia tytułu diagnosty laboratoryjnego. Ułatwi to wielu przyszłym diagnostom świadomy wybór swojej ścieżki zawodowej. Ja osobiście korzystałam z wakacyjnych praktyk zagranicznych organizowanych w ramach programu Erasmus, co pozwoliło mi na zdobycie cennych praktycznych umiejętności, spojrzenie na zawód diagnosty także poza granicami Polski, a przy okazji pokonanie bariery językowej. Dodatkowo odbywałam wolontariat w laboratorium, brałam udział w szkoleniach, konferencjach i kursach – nie tylko po to, by zdobyć wiedzę. Dzięki tego typu wydarzeniom poznałam osoby, które podczas wykładów z pasją i zaangażowaniem prezentowały swoje doświadczenia ze świata medycyny laboratoryjnej. Słuchanie pasjonatów swojej pracy okazało się prawdziwą motywacją do tego, by również własną postawą i zaangażowaniem ukazać piękno naszego zawodu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Małgorzata Nieżychowska

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.